FAMILY

KOCHAM CIĘ BOBASKU, ALE PROSZĘ DAJ MI ŻYĆ

No Older Articles
No Newer Articles
Comments (37)
  1. Dobrze to wszytsko opisałaś, tak właśnie ejst 🙂

  2. Nie wiem, dlaczego wiele kobiet rezygnuje ze swojego rozwoju, czy swoich marzeń po urodzeniu dziecka.. Myślą, że robią wszystko, co mogą dla swoich dzieci, ale z drugiej strony nawet nie zdają sobie sprawy, że to nie do konca dobre.. Co wyniesie dziecko z domu, w którym mama 24/7 siedzi przy nim? Nie realizuje się i nie ma marzeń? Na pewno nic dobrego.

  3. NADIA pisze:

    Agnieszko ! Ja jeszcze nie mam dziecka. Nigdy nie chciałam, nigdy nie marzyłam. Lubię patrzeć na dzieci najlepiej z daleka:) i oczywiście jak są grzeczne. Pewnie w końcu zdecyduję się na ten krok, bo chcę pozostawić po sobie jakaś małą iskierkę na tym świecie, ale mam dokładnie takie samo podejście jak Ty.
    Do szału doprowadza mnie sytuacja gdy mamusie pozwalają dzieciom na wszystko: bieganie po supermarkecie i wpadanie na wózki innych ludzi, darcie małych papek pod oknem gdy ja pracuję, brak granic – czyli siedzenie z dorosłymi wieczorem do późnych godzin nocnych i bieganie wokół stołu.
    Dobrze, że to napisałaś – jak jest ! Masz odwagę ! Podziwiam Cię !
    Tak samo jestem kobietą skoncentrowaną na rozwoju, na korzystaniu z życia, na planowaniu i różnych celach i marzeniach – mniejszych lub większych.
    Cenię wolność, cenie niezależność. Uwielbiam wsiąść w auto i jechać gdzieś przed siebie.

    Niestety w naszym kraju jest duże lobby „Matko zrób wszystko dla swojego dziecięcią i zapomnij o sobie na czas ciąży i najbliższych 100 lat”.

    Wiedz, że myślę tak samo jak TY, wiec bratnią duszyczkę masz tam gdzieś:)

    Pozdrawiam

  4. Martyna pisze:

    Czekamy właśnie na dzieciaczka i cieszę się, że znalazłam ten tekst. Nie wiem jak będzie jeszcze, może bycie matką będzie dla mnie celem samym w sobie i czymś przecudownym i najcenniejszym, a może nie… Dobrze wiedzieć, że jeśli nie będzie to nie znaczy, że coś ze mną nie tak. Pozdrawiam gorąco 🙂

  5. Evel pisze:

    Kobieto kocham Cię za ten tekst!!!

  6. feliks pisze:

    Kocham cie !!

  7. Kasia pisze:

    Fajny tekst, bardzo fajnie opisuje Pani te początki – jak to świat przewraca się do góry nogami i jak z czasem odzyskujemy odrobinę równowagi. I jak bardzo często nie jesteśmy przygotowani do tych zmian. Miałam podobnie. Jedna uwaga. Końcówka dla mnie zbyt cukierkowa. To nieprawda,że wszystko można pogodzić. Życie to pasmo wyborów i zawsze coś jest kosztem czegoś. Zgadzam się z Panią, że w tym wszystkim należy pamiętać o sobie. Bo szczęśliwa mama to także szczęśliwsze dziecko. I bardzo popieram stawanie twarzą w twarz z prawdą, że marzymy też o innych rzeczach niż tylko opiekowanie się swoją latoroślą. Mam dokładnie tak samo. Ale nie mam wcale poczucia źe mogę wszystko i że mogę wszystko ze sobą pogodzić. Doba ma zawsze 24h i ani minuty więcej. Ja staram się znajdować czas dla siebie ale często wtedy nie zrobię czegoś innego. Nie pobawię się z dzieckiem. A jak zrobię jedno i drugie to nie posprzątam. Albo nie zrobię obiadu. A jeśli zrobię to wszystko i coś jeszcze to będę padnięta i nerwowa. Moje życie jest nieustannym balansowaniem na linie obowiązków i przyjemności 🙂 i pasmem wyborów. Pisze pani że pani dziecko ma 9mies. Czyli faktycznie jest to czas stabilizacji. Dziecko jeszcze pod pełną kontrolą i już opanowana jest jego obsługa. Wesoło się zacznie jak zacznie chodzić. A potem wspinać się. A potem mieć swoje pomysły i swoje zdanie. I to nieustanne mamo pobawisz się? 🙂 a jak się pomnoży to jeszcze przez dwa to przychodzi refleksja – nie, nie mogę wszystkiego. Codziennie muszę wybierać 🙂 Ale to też jest wspaniałe.

  8. Iwona pisze:

    Świetnie napisane…. początek jakby wyjęty z mojego życia…. Straciłam całą wolność którą dopiero co odzyskałam po odchowaniu córki. Pojawił się On. Kocham Go nad życie ale bardzo potrzebuję chwili dla siebie. Miałam swoje pasje ale już z innych przyczyn one też zostały mi odebrane. Moje wyjazdy, oddech który mogłam na nich złapać przeminęły… Te które się szykują nie będą już tym co było. Będą w pośpiechu, prawdopodobnie z dzieckiem. Dobrze, że chociaż mąż obok i dużo pomaga bo rzuciła bym to wszystko i zamknęła drzwi za sobą…

  9. Marcin pisze:

    Bardzo ciekawa wypowiedź i moim zdaniem w pełni normalna. W końcu zdrowe podejście, a nie „odpieluszkowe zapalenie mózgu”. Oby więcej takich osób.
    Pozdrawiam

  10. Ola pisze:

    Na prawdę świetnie napisany tekst. Nie jestem jeszcze matką, ale również uważam, że nie ma co rezygnować z bycia sobą i tym, kim się było przed ciążą. Wszystko da się pogodzić i znaleźć złoty środek, tylko trzeba do tego podchodzić z rozsądkiem. Pozdrawiam 🙂

  11. Rebella95 pisze:

    Też słyszałam, że jestem złą matką, bo walczę o swoje marzenia i mimo wszystko jestem na wymarzonych studiach. Jestem młodą matką, bo mając 21 lat mam 2-letniego synka i też przechodziłam okres gdy zaniedbałam sama siebie, bo dziecko najważniejsze. Teraz po setkach zmienionych pieluch, rocznym karmieniu piersią, kilka razy prawie wybitych zębach i bieganiu za niewyrzytym maluszkiem wiem, że nie można się zamknąć w czterech ścianach z dzieckiem i być tylko matką, bo to nie jest życie. Trzeba być sobą, robić to co się kocha i przede wszystkim nie dać sobie wmówić bzdur, bo każda matka wie najlepiej co jest dobre dla jej dziecka.

  12. Mama pisze:

    Mam 2 dzieci. Córka 2 latka, synek prawie 4 tygodnie. Zrozumiałam jak bardzo ważny jest sen jak bardzo mi go brakuje, jak bardzo chce mi się PIWA, fast fooda, owoców! Karmie piersią, wiele muszę się wyrzec. Naprawde… Chcę mi się piwa – przypuszczam, że po 1 leżałabym na podłodze i śmiała się do siebie 😀

    1. Monika pisze:

      Poza piwem nie musisz sie niczego wyrzekac. Ani fast foody ani owoce nie przenikaja do mleka. To mit. Jedz wszystko!

  13. Kamila pisze:

    Dzieki Aga za ten post. Co prawda nie jestem jeszcze mamą, zostawiłam swoja prace za sobą i od ponad pół roku podrozuję, ale… Jakas wewnetrzna presja wychodzi ze mnie
    na kazdym kroku. Że przeciez mam juz 30 lat. Ze to juz ten czas, ze skoro mam ukochanego przy boku to trzeba robić bobasa. A potem jakos to bedzie. Tylko, ze nie wiadomo jak bedzie i mało kto szczerze o tym mówi. Napisałas dokładnie to, co każda moja dzieciata przyjaciółka ledwo z siebie wydusza. Bo jak tylko pójdzie hasło- mam dosc swojego dziecka, chce sie napic, przeczytac ksiazke, spedzic noc poza domem- od razu jest palona na stosie jako wyrodna matka. Ja wierze, ze dobra matka to przede wszytkim szczesliwa kobieta. Kazda z nas jest inna i wszelkiego rodzaju opinie trzeba po prostu szanowac. Wydawanie sądow w kategoriach biało czarnych nie ma żadnego sensu. Zazwyczaj osoby wyksztalcone, zwiedzajace swiat, otwarte, ciekawe, ambitne po prostu zawsze, wszedzie potrzebuja czegos wiecej. To jest ich ogromną siłą, ale tez najwiekszym przekleństwem. A ten artykul zostal popelniony wlasnie przez kogos takiego!!! Więc nie ma co sie oburzać, tylko otworzyć oczy szerzej i starać sie być szcześliwym- mimo wszystko. Pozdrawiam!!

  14. Marta Kowalik pisze:

    Artykuł jest fantastyczny nie mogłam oderwać oczu !!!! Czekam z niecierpliwością na następne! Ściskam mocno 🙂 🙂 🙂

  15. Antonina pisze:

    Od niedawna sama jestem mamą, i szczerze nie wiem skąd u Ciebie taka frustracja. Zwiedzałaś świat, bawiłaś się i nadal to robisz. Byłaś z synkiem w Indiach, stać Cię było na zatrudnienie od początku niani. I nagle zdziwienie, że należy spakować dziecko na spacer? Że najlepsza zabawa może się w każdej chwili skończyć? Nie miałam i nie mam nikogo do pomocy przy dziecku. Nadal angażuje się w różne inicjatywy, spotykam się z przyjaciółmi. Organizuje sobie spontaniczne wypady z córką, od podjęcia decyzji do wyjścia z domu zajmuje mi to 15 minut. Nie potrafię godzinami rozmawiać o kondycji jelit dziecka, a płacz doprowadza mnie do szewskiej pasji. Masz dużo możliwości i z nich korzystasz a jeszcze jesteś nie zadowolona i dzielisz się swoją frustracja. Nie piszesz o tym, że godzinami usilujesz uśpić syna tylko, że Indie z dzieckiem to nie to co samemu.

  16. patrycjaa pisze:

    Moim zdaniem tekst jest trochę przekolorowany. Należałoby zacząć od tego, że ile kobiet, w tym przypadku matek – tyle różnych charakterów, temperamentów, potrzeb. Każda z nas jest inna. Życie każdej z nas wygląda inaczej. Zarówno „przed” jak i „po”. Jeśli kobieta kieruje się tylko wyobrażeniem z reklam Pampersa czy Bobovity na temat macierzyństwa to najzwyczajniej w świecie jeszcze do niego nie dojrzała. Nie trzeba chyba szczególnych zdolności myślenia abstrakcyjnego aby przewidzieć, że to wydane przez nas na świat maleństwo początkowo będzie też od nas całkowicie zależne. Co za tym idzie jego istnienie będzie oparte na naszym istnieniu i zanim dojdzie do indywidualizacji minie trochę czasu. To na etapie planowania tak poważnych zmian należy zastanowić się, czy mąż jest w stanie mnie odciążyć, czy nam jakąś alternatywę jeśli zechcę wyskoczyć na basen w samotności oraz czy w ogóle jestem zdolna do tego żeby na jakiś czas zrezygnować z części własnych planów i pragnień. I nie widzę w tej roli wcale kobiety umartwionej, rozczochranej i w powyciąganym swetrze. Wszystko jest w naszej głowie. Jeśli otaczają nas ludzie, na których możemy liczyć i chcemy z ich pomocy skorzystać to nie widzę żadnego w tym problemu. Nawet „po”. Poczucie winy, że wyszłaś spotkać się ze znajomymi gdy mąż został z dzieckiem w domu nakładasz sobie sama. A wracając do początku, nie każda kobieta naprawdę od razu tego potrzebuje. Choćby dlatego, że nie każda kobieta przed urodzeniem dziecka prowadzi tak bardzo aktywne życie zawodowe, towarzyskie itp. Myślę że świadomie podjęta decyzja, wspierający ludzie wokół i minimalna zdolność organizacji czasu sprawi, że powodów do takich narzekań kobiety mieć nie będą.

    1. Droga Patrycjo, nie przekolorowałam tekstu, wręcz przeciwnie, stłamsiłam w sobie krzyk, który od jakiegoś czasu wypełniał moje wnętrze. Napisanie tego posta było dla mnie swoistą terapią, którą w pełni dopełniły Wasze komentarze i setki emailów, które dostałam. Niektóre były negatywne, ale większość to podziękowania za publikację artykułu oraz za wyłożenie tego, czego wiele matek boi się wyznać. Twój komentarz szczególnie mnie ujął, są w nim bardzo mądre przesłania, które każda kobieta planująca dziecko powinna wziąć sobie głęboko do serca. Same nakładamy na siebie poczucie winy, oraz same decydujemy o tym jak będzie wyglądało nasze życie, czy będziemy szczęśliwe, czy nie. Niezależnie od tego co się dzieje wokół i gdzie rzuci nas los nasz świat zawsze będzie osobiście wykreowaną percepcją i to od nas zależy jak będzie wyglądał. Czasami łatwo o tym zapomnieć.

      1. Patrycja pisze:

        Dziękuję, że odpowiedziałaś na mój komentarz. W świetle tego, co napisałaś muszę przyznać, że na ogromne uznanie zasługuje fakt, iż potraktowałaś ten tekst w połączeniu z reakcjami czytelników jako (jak ładnie to określiłaś) „terapię”. Ludzie często wyrzucają z siebie emocje bez szczególnych intencji, co zwykle nie przynosi ukojenia tylko zwiększa frustrację. Fakt, że ja odebrałam tekst być może zbyt dosadnie potwierdza tylko to, że faktycznie wszystkie się różnimy i każda z nas ma inne spojrzenie na świat. Jakkolwiek by nie było, najważniejszym jest, że Tobie artykuł pomógł pozbyć się tego wewnętrznego krzyku. A jeśli oprócz tego pomógł choć kilku innym kobietom to tym bardziej powód do radości. Doskonale zdaję sobie sprawę, że bardzo wiele samopoznania i pracy nad sobą wymaga dojście do przekonania, że to my same kreujemy naszą rzeczywistość. Kobietom czasami po prostu brak pewności siebie lub doświadczeń, które by to potwierdzały. Ba, kobietom… To tak naprawdę dotyczy wszystkich ludzi. Wiara we własne możliwości jest bardzo ważna. Podsumowując, optymistycznym byłoby z taką wiedzą (choćby teoretyczną) pozostać i starać się ją wcielać w życie, by ten krzyk nas nigdy nie przekrzyczał. Pozdrawiam gorąco!

  17. JUSTYNA SETKOWICZ pisze:

    Wow! Genialny tekst!

    1. Dziękuję i bardzo się cieszę, że się podobało 🙂

  18. Magma pisze:

    Chyba mam ogromne szczęście, że mąż prowadzi własny biznes i może zostać z naszym bobasem kiedy chcę gdzieś wyskoczyć, a moja rodzina nie udziela mi cudownych rad na każdym kroku tylko pozwala samej decydować o kwestii wychowania. Nasza córka ma 3 miesiące a była już z nami samolotem w Holandii, autem w górach, a kiedy szliśmy na wesele została na noc u cioci i była karmiona sztucznym mlekiem, bo ja piłam drinka. Zakupy? Kosmetyczka? Nie ma problemu, jedzie ze mną lub zostaje z tatą albo babcia. Jest szczęśliwa. Ja jestem szczęśliwa. Za miesiac znów lecimy na wakacje, nie ograniczam swojego życia do przewijania kupy i gruchania w obcym języku, ale z pewnoscia teraz kocham to Zycie jeszcze bardziej.

  19. Marta pisze:

    Super! Gratuluję umiejętności pisania! Bardzo ciekawe, szczere studium psychologiczne młodej, aktywnej zawodowo i towarzysko kobiety, która po raz pierwszy została matką.

  20. karolak pisze:

    Ha! Kiedyś tez chciałam wykrzyczeć całemu światu, dlaczego mnie tak oszukano…
    Począwszy od ciąży gdzie miało być cudnie
    (piekny brzuszek, śmieszne zachcianki, zdjęcia itp.)
    Nikt nie mówił o tej złej stronie, że nośności, że mąż mniej zainteresowany, że hormony itp.
    Poród i stan po… myślę, ze przez mój szał emocjonalny kwalifikowalam sie do psychiatryka…
    No i ogólnie wiezienie, bo dziecka samego w domu nie zostawisz, a mąż w pracy…
    Tak, tak…
    ja podpiszę się jednak pod tymi szczesliwymi mamami co kochają to tu i teraz… bo chyba tak mam, umiem dostrzec to, że życie sie toczy… nie ma co żyć przeszłością 🙂 imprezy, wolność była, a teraz jest ten Mały Cud, ktory moim zdaniem od pierwszych chwil kocha Cię nad życie…

    P.S. To mama od początku przynosiła ukojenie, nie butla czy dobra opieka…

  21. Kamil Werner pisze:

    Artykuł jest świetny, pokazuje cienie i blaski macierzyństwa. Kobieta dzisiaj, mam wrażenie, stara się spełniać czyjeś oczekiwania w byciu super matką, super żoną i ogólnie the best, a przecież nie o to chodzi.
    Macierzyństwo jest najpiękniejszym doświadczeniem, kiedy jest świadome i nie jest bezkrytyczne. Nie sprowadza się tylko do spełniania obowiązków i społecznych norm.
    Moja mama urodziła 6 dzieci, z czego dwoje, kiedy miałem 17 i 18 lat. Pomagając jej w codziennych obowiązkach doświadczyłem radości i smutku opieki nad dzieckiem, minęły lata i z obserwacji i czynnego udziału w wychowaniu młodszego rodzeństwa widzę jak trudno jest sprostać presji społecznej (dzieci muszą być najlepsze, najlepiej ubrane,najlepiej uczące się i ogólnie naj naj), a przecież powinno być odwrotnie, bo dzieciństwo to jedyny okres w życiu człowieka, który jest tak beztroski.

    Agnieszko, widząc jak przechodziłaś ciążę (badania,zdrowe odżywianie,zrobienie doktoratu, zamartwianie się czy będziesz dobrą matką), mam dla Ciebie wielki szacunek, bo w odróżnieniu od mojej mamy, która nie pracowała zawodowo Ty nie tylko pracowałaś, ale i wchodziłaś w rolę matki bardzo świadomie i z dużym dystansem do otoczenia. Wszyscy udzielali Ci „dobrych” rad, tłamsili i odbierali pewność siebie, a Ty twardo szłaś swoją drogą.

    Dzisiaj jesteś świadomą matką nie zrezygnowałaś jak wiele kobiet ze swoich pasji, ale łączysz je z byciem matką, żoną i rozwojem osobistym oraz dziecka. Dajesz dziecku start o, którym wielu mogło by pomarzyć.

  22. Paula pisze:

    Życiowy, bardzo prawdziwie napisany artykuł. Jesteś cudowną młodą Mamą, która sobie świetnie radzi.
    Tekst jest napisany bardzo alternatywnie i takie przesłanie do Mam jest idealne.
    Podziwiam.

  23. DOMINIKA ER pisze:

    Bardzo fajnie napisane szczerze, spontanicznie, energetycznie, super się to czyta 🙂 🙂 :). To śniadanie w ciszy i wyjścia warunkowe… Jak ja to rozumiem dobrze. Agnieszka, to po prostu TAKI CZAS, za rok, dwa, będzie znów więcej ciebie

  24. Kinga pisze:

    Pewnie ludzie Cię trochę znienawidzą po tym artykule. Dla mnie jest tu wiele nie tylko ciekawych, ale również przydatnych informacji. Co prawda, nie mam dziecka, nawet w planach (na razie), ale fajnie wiedzieć, że nie każda kobieta ma misję bycia najlepszą matką na świecie. Bardzo dobry alternatywny tekst.
    Poza tym fajnie piszesz.
    Pozdrawiam

    1. Beata pisze:

      Jestem mamą szóstki dzieci moje życie nie zawsze było takie jakbym chciała ale jest mimo wszystko spełnieniem moich marzeń. Dalej jestem atrakcyjną 42latka zawsze dbalam o figurę i wygląd ,w ciąży najwięcej przytylam 28 kg po czym i tak ćwiczenia pozwalały mi wrócić do poprzedniej figury jestem z siebie i dzieci bardzo dumna.Marzę aby zwiedzać świat więc robię to razem z dziećmi lub czasami bez nich. Nie widzę żadnych przeszkód na dobre zagospodarowanie własnego życia , aby być bardzo szczęśliwa.Mój mąż był przy każdym porodzie i uważa że narodziny to cud ja też tak myślę każdego dnia powtarzając mi że jestem piękniejsza sprawia to ,że właśnie tak się czuję i tak wyglądam.Bo najważniejsze w tym wszystkim jest zaakceptować siebie i sytuację w jakiej jesteśmy i z uśmiechem i miłością witać każdy dzień i tylko wtedy życie w okol nas sprawia radość i przynosi spełnienie .Jestem taką osobą że nawet wtedy kiedy przychodzą chwilę zmęczenia i zwatpienia nie poddaje się i szukałam odpowiedniej drogi wyjścia do tego aby było tak jak ja chcę dlatego osiagam wszystko czego zapragne bo w to wierzę i do tego daże.Pozdrawiam wszystkich, najszczesliwsza mama na świecie!

  25. Angel pisze:

    Z artykułem się częściowo zgadzam. Chociaż wiem że część kobiet nadaje się do bycia matkami bardziej inne mniej. Nie ma w tym nic złego ale fajnie że artykuł uświadamia że nie tylko dziecko istnieje. Jest jeszcze coś poza 🙂

  26. Ewa pisze:

    Nikt nie mówił, że będzie łatwo. W życiu chyba też nie o to chodzi, aby spędzić je na błahych przyjemnościach. Miłość matczyna to najpiękniejsze co mnie w życiu spotkało (no jeszcze miłość do męża). Myślę, że nie każda Kobieta jest stworzona do bycia w roli Matki.

  27. Smerfeta pisze:

    Ja tez sie zgadzam 😉 Moj Olus ma 2,5 miesiaca i dwa razy juz go zostawilam z moja mama zeby wyjsc i sie rozerwac. Jestem mloda, bardzo Go kocham ale czasami trzeba odreagowac.. wyjsc ze znajomymi…

  28. Świetny tekst. Pokazuje macierzyństwo z innej strony. Zupełnie się z Tobą zgadzam- nie wolno poświęcać siebie podczas wychowywania dziecka, bo gdy ono ostatecznie wyfrunie , z czym zostanie kobieta? I nie chodzi tu o bycie wyrodną, niedojrzałą matką, ale o odpowiednie wyważenie relacji matka-dziecko. Czekam na więcej 🙂

  29. an. pisze:

    Zgadzam się z częścią tekstu, też nie rozumiem tego, ze samo urodzenie dziecka może być dla kobiety takim spełnieniem, że nie marzą już o niczym prócz przebywania z dzieckiem, zmienianiem pieluch i siedzeniu na placu zabaw. Aczkolwiek pierwsza część brzmi trochę jakby rozmieszczona ‚panienka’ zderzyła się pierwszy raz z rzeczywistością. Myślę, że decydując się na dziecko trzeba od poczatku brać pod uwagę jak to wygląda w rzeczywistości w 100% a nie tylko wyobrażać sobie, że słodki bobas będzie leżał w wózku, każdy będzie się nim zachwycał i będzie tylko jadł i spał i wyglądał jak aniołeczek 🙂

  30. a. pisze:

    Aga, rozumiem Cię w 100% i staram się tak właśnie żyć. Niejednokrotnie słyszałam, że jestem przez to złą matką. Ale nie można być dobrą matką, nie będąc sobą. Siły życzę! 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *